Czy Pawłowicz narobiła nam wstydu za granicą?

Posted on Mar 31, 2017 in dyplomacja, etykieta

Krystyna Pawłowicz postanowiła w nietypowy sposób wyrazić zaniepokojenie zachowaniem Jean Claude-Junckera. Napisała i publicznie udostępniła list, w którym zarzuca przewodniczącemu Komisji Europejskiej alkoholizm. Czy posłanka postanowiła przejąć obowiązki MSZ? Między innymi o to zapytaliśmy doktora Janusza Siborę, specjalistę od protokołu dyplomatycznego.

Posłanka Pawłowicz napisała list do pana Junckera, ale przeczytać go mogą wszyscy. Poruszyła tam dość drażliwe kwestie. Jak, poza osobistą urazą, takie słowa mogą zostać odebrane w międzynarodowej polityce?

Z czysto formalnego punktu widzenia trzeba najpierw zwrócić uwagę, że pani Pawłowicz nie ma uprawnień do prowadzenia polityki zagranicznej. Nie można więc traktować tego listu w kategoriach korespondencji dyplomatycznej. Nie ma takiej wagi. Jest to po prostu list. Istnieje wprawdzie dyplomacja międzyparlamentarna, ale jak sama nazwa wskazuje, to co innego. Formalnie rzecz biorąc, Sejm i Senat uprawnione są do prowadzenia kontroli działalności Rady Ministrów w zakresie członkostwa w Unii Europejskiej. Moim zdaniem pani poseł powinna skorzystać z formalnych kanałów komunikacji.

Ale jest to też korespondencja między dwojgiem polityków. Czy ma więc wagę polityczną?

Tu znaczenie ma także ranga piszącej osoby. Czy między panią poseł a przewodniczącym Komisji Europejskiej istnieje jakaś zależność urzędowa? Nie. Dlatego ta korespondencja ma tyle wagi politycznej, ile ma autorka listu. Moim zdaniem, pani poseł nie wyrażała szczerej troski, a zależało jej na zwróceniu na siebie uwagi.

Wyrażając troskę zazwyczaj używa się trochę innych słów…

Warto przy tej okazji otworzyć dowolne podręczniki do savoir vivre i podstaw życia społecznego. W tym liście padło sformułowanie „pana zachowania (…) są nie do zaakceptowania w świetle przyjętych norm kulturowych”. A to właśnie zgodnie z normami kulturowymi, pisząc list należy zachować szczególną ostrożność, ponieważ słowo napisane stanowi świadectwo sposobu, w jaki kogoś traktujemy. Pozwolę sobie zacytować „Zwyczaje towarzyskie. Podręcznik praktyczny dla pań i panów” Rościszewskiego: „W listach nie należy umieszczać takich zwrotów, których można byłoby kiedyś żałować. Żadnej intrygi, żadnej obmowy, żadnych wzmianek ujemnych o kimkolwiek, kto z czasem mógłby z tych wzmianek skorzystać z krzywdą autora. Nigdy nie trzeba pisać gorączkowo lub w stanie podniecenia nerwów. Żadnych świstków posyłać nie wolno(…)”.

A co jeśli kontrowersyjne słowa posłanki są zgodne z prawdą?

Gdybyśmy nawet hipotetycznie założyli, że tak jest i pani poseł chciała pomóc, to nie powinna upubliczniać tego listu. A zanim by go napisała, powinna zasięgnąć opinii tej sprawie, chociażby w przedstawicielstwie Unii Europejskiej w Warszawie. Proszę też pamiętać, że dzisiejsza dyplomacja to nie jest ten ciasny gorset konwenansów z czasów Kongresu Wiedeńskiego. Zrzucono go już w czasach Kennedy’ego. Juncker jest osobą jowialną, a swobodne zachowania i żarty rozładowujące sytuację wrosły już w relacje międzynarodowe. On może sobie na nie pozwolić, bo jest rozpoznawalnym politykiem. Często zresztą za gafę bierze się wyjęty z kontekstu fragment wydarzenia, który w szerszym kontekście gafą nie jest.

Czy MSZ powinno zareagować w tej sprawie?

Moim zdaniem absolutnie nie. Milczenie jest najlepszym doradcą. Angażując się, państwo nadałoby temu incydentowi rangę, na którą nie zasługuje, a dodatkowe upublicznianie tego byłoby niestosowne.

Popełniamy zresztą błąd, rozmawiając na temat, którego w ogóle nie powinno się poruszać, jednocześnie dając pani poseł rozgłos, na który liczyła. Jeżeli z tej sprawy wyniknie jakaś korzyść, to spełnienie celu edukacyjnego i wytłumaczenie, na przykładzie pani Pawłowicz, że tak czynić nie należy.

RadioZET.pl