Wizyta Kate i Williama w Polsce. Książęce ocieplanie brexitu

Kate i William przylecieli w poniedziałek do Warszawy – w dużej mierze po to, by ocieplić wizerunek kraju w obliczu wyjścia z UE. Ich wizyta zbiegła się z pierwszą pełną turą negocjacji brexitowych w Brukseli.

Książę William w idealnie skrojonym garniturze. Kate w białej garsonce, z niewielką ciemnoczerwoną torebką. W takich strojach prezentowała się Polakom książęca para. Na lotnisku towarzyszyli im jeszcze czteroletni George i jego dwuletnia siostra Charlotte.

Wizytę w Polsce William i Kate rozpoczęli od spotkania w Pałacu Prezydenckim z Andrzejem Dudą i jego małżonką Agatą Kornhauser-Dudą. Potem, wśród wiwatujących tłumów z polskimi i brytyjskimi flagami, spacerowali krótko po Krakowskim Przedmieściu. W Muzeum Powstania Warszawskiego spotkali się z kombatantami, zaś w biurowcu Warsaw Spire z młodymi twórcami start-upów. Wieczorem w Starej Oranżerii w Łazienkach Królewskich ma się odbyć przyjęcie na 600 osób z okazji 91. urodzin królowej Elżbiety II.

Do środy książęca para będzie mieszkać w Belwederze. We wtorek uda się na jeden dzień do Gdańska. Odwiedzi hitlerowski obóz koncentracyjny Stutthof, Teatr Szekspirowski i Europejskie Centrum Solidarności. Przejdzie przez bramę stoczni, złoży kwiaty pod pomnikiem poległych stoczniowców i spotka się z Lechem Wałęsą, z którego obecny rząd zrobił wroga publicznego.

– Pierwotnie rozważano Auschwitz i Kraków, ale wiązałoby się to z wizytą na Wawelu. Najwyraźniej Brytyjczycy nie zaakceptowali tego planu. Rodzina królewska ma zasadę, że nie podejmuje działań, które mogą być politycznie kontrowersyjne. Wałęsę potraktuje jako legendę „Solidarności” – komentuje dr Janusz Sibora, badacz dziejów dyplomacji.

– Oczywiście wszyscy znamy jego temperament. Nie mam wątpliwości, że Wałęsa opowie im o tym, co się dzieje w Polsce. William nie wyrazi opinii, powie tylko, że przekaże jego słowa w raporcie. Zresztą jest świetnie poinformowany, przecież brytyjscy urzędnicy go przygotowali – dodaje Sibora.

Kate i William w Polsce to brytyjskie „soft power”

Podczas takich wizyt nie padają polityczne deklaracje, bo w obecnych czasach władza brytyjskiej monarchii jest ceremonialna. Panująca od 1952 r. Elżbieta II – królowa Wielkiej Brytanii i Irlandii, głowa Kościoła anglikańskiego i zwierzchnik sił zbrojnych – co prawda otwiera sesje parlamentu, powierza premierowi mandat utworzenia rządu czy przedstawia jego priorytety legislacyjne w mowie tronowej, ale w praktyce decyzje podejmują posłowie i ministrowie.

– Wizytę traktujemy jako wyraz szacunku i przyjaźni. Ma wskazać na bardzo dobre relacje społeczne, międzyludzkie i państwowe między Polską i Wielką Brytanią. Taka też jest rola tej wizyty, nie ma ona charakteru politycznego – przekonywał szef gabinetu prezydenta RP Krzysztof Szczerski.

Wbrew tym słowom zagraniczne podróże Windsorów nie są jednak pozbawione politycznego ciężaru. Monarchia to element brytyjskiej „soft power”. A młodzi i popularni Kate i William są jej najlepszą wizytówką, zwłaszcza od narodzin „royal babies”. Wedle wszelkiego prawdopodobieństwa do Polski przyjechało dwóch przyszłych monarchów Wielkiej Brytanii: William jest drugi w linii sukcesji po swoim ojcu, 68-letnim księciu Karolu, zaś George trzeci.

Brytyjska prasa pisze o „ofensywie wdzięku” na starcie brexitowych negocjacji. W marcu, kilkanaście dni przed notyfikacją Brukseli o wyjściu z Unii przez rząd Theresy May, Kate i William odwiedzili Paryż, gdzie spotkali się z prezydentem Francji Francois Hollande’em i obejrzeli mecz rugby na Stade de France. Teraz na prośbę brytyjskiego MSZ-u są w Polsce, skąd pochodzi najliczniejsza mniejszość na Wyspach, a w środę jadą do Niemiec, najważniejszego gracza w Unii Europejskiej.

Zdaniem Sibory cele tych wizyt, choć związane z brexitem, są diametralnie inne:

– Francja i Niemcy to dwa silniki, które ciągną Unię. Natomiast Polskę Brytyjczycy traktują jako najsłabsze ogniwo, które można wykorzystać. Przypomnijmy sobie marcową, ukrytą przed opinią publiczną wizytę prezesa Kaczyńskiego w Londynie. Nasz MSZ próbuje prowadzić dyplomację bez uzgodnienia z europejskimi partnerami. Brytyjczycy budują do Polski nie most, tylko tunel, by nas wykorzystywać i omijać brukselskie porozumienia – ostrzega ekspert.

Spór o kształt brexitu

Gdy książęca para lądowała na warszawskim Okęciu, w Brukseli rozpoczynała się pierwsza pełna tura negocjacji brexitowych między przedstawicielami Wielkiej Brytanii i UE. W czerwcu ustalono, jak często się spotykać, o czym dyskutować najpierw i w jakim gronie. Rozmowy będą prowadzone co cztery tygodnie, na początek powstaną m.in. grupy robocze ds. praw imigrantów i rachunku rozwodowego. Prowadzone będą także rozmowy o granicy Irlandii z Irlandią Północną. Bruksela od początku nalegała, by ustalić te kwestie przed zajęciem się przyszłymi relacjami handlowymi.

– Czas zabrać się do pracy – oznajmił w poniedziałek w Brukseli David Davis, brytyjski minister ds. wyjścia z UE.

Zabrzmiało to, jakby Londyn czekał na Unię, tymczasem jest raczej odwrotnie. Od referendum minął ponad rok, od uruchomienia art. 50 traktatu o UE trzy i pół miesiąca, a Brytyjczycy, którzy w czerwcu mieli przyspieszone wybory, wciąż dyskutują o kształcie brexitu.

Media na Wyspach donoszą o wojnie podjazdowej toczącej się w gabinecie May pomiędzy zwolennikami twardego zerwania, a tymi, którzy chcą utrzymania mocniejszych więzi z kontynentem. Po rozczarowującym wyniku May w wyborach wiatr wieje mocniej w żagle tym ostatnim.

Kanclerz skarbu Philip Hammond, który w kampanii referendalnej namawiał do pozostania w Unii, powiedział w niedzielę, że jego zdaniem większość członków rządu popiera teraz pomysł dwuletniego lub dłuższego okresu przejściowego po wyjściu z Unii. Miałby on zapewnić „miękkie lądowanie” dla brytyjskiego biznesu.

W weekend Hammond, którego brexitowcy oskarżają o odkręcanie wyjścia z Unii, był głównym „bohaterem” anonimowych przecieków do mediów z posiedzeń rządu. Kanclerz miał powiedzieć, że pracownicy sektora publicznego są przepłacani, a kierowanie współczesnymi pociągami jest tak proste, że „nawet kobieta sobie poradzi” (tym słowom stanowczo zaprzecza).

Rzecznik Downing Street zapowiedział, że na posiedzeniu we wtorek rano May upomni ministrów. Zdaniem komentatorów przecieki to jednak kolejny dowód jej słabości. „Jej autorytet jest osłabiony; jest tak, jak gdyby nauczyciel wyszedł z klasy i nastolatki zaczęły rozrabiać” – pisze Laura Kuenssberg z BBC.

Gazeta.pl